Już od rana niebo zaczęło przybierać różowy kolor, a jasności przybywało coraz bardziej. Ponieważ z poziomu Stacji trudno byłoby zobaczyć Słońce ze względu na obecność gór po obu stronach fiordu, pojechaliśmy skuterami na lodowiec Fuglebreen, a stamtąd wyszliśmy na przełęcz pod szczytem Fugleberget (569 m n.p.m.), który wznosi się nad Stacją. Tam podziwialiśmy spektakl trwający kilkadziesiąt minut, na który nie mogliśmy się napatrzyć.
Pojawienie się Słońca po okresie nocy polarnej zawsze jest uroczyście świętowane – przykładowo w odległym o 136 km Longyearbyen z tej okazji odbywa się festyn. U nas było trochę skromniej, ale równie wesoło – pierwszy wschód Słońca uczciliśmy grillem przed Stacją.
Tak więc noc polarną mamy już za sobą – jest to niesamowite doświadczenie, które pozwala zrozumieć magiczną moc Słońca, którą ludzie czczą od wieków. Przed nami kolejny etap zimowania w Hornsundzie.

